Przejdź do głównej treści

Weronika Kania (@kaniaothai.tattoo) – nowa Ambasadorka Loveink!

Weronika Kania (@kaniaothai.tattoo) – nowa Ambasadorka Loveink!

Czas przedstawić Wam naszą trzecią Ambasadorkę 7. edycji konkursu Loveink.

Przed Wami artystka, która przeszła przez różne czarne style, żeby ostatecznie wrócić do tego najbardziej swojego. Mocna kreska, wyraźny kontrast, dotworkowy cień i kontrolowany chaos zamknięty w chirurgicznej precyzji – to właśnie 100% Weroniki.

Poznajcie Weronikę Kanię @kaniaothai.tattoo – tatuatorkę z pięcioletnim doświadczeniem, która zdobywała je nie tylko w Polsce, ale również w różnych zakątkach świata, pracując u boku wybitnych artystów.

Jej prace są odważne, charakterne i bezkompromisowe. A jednocześnie przemyślane technicznie. To połączenie instynktu, warsztatu i ogromnej pasji.

Zadaliśmy jej kilka pytań, byście mogli lepiej poznać jej historię.

Co skłoniło Cię do wzięcia udziału w projekcie Ambasador Marki Loveink?

Już jakiś czas temu poznałam i bardzo doceniłam produkty Loveink. Kiedy dowiedziałam się o konkursie na Ambasadorkę, pomyślałam, że byłoby świetnie współpracować z firmą, w którą wierzę i którą szanuję.

Jak narodziła się Twoja pasja do tatuowania?

Od zawsze byłam związana z działaniami artystycznymi. W trakcie studiów, na Helu, poznałam tatuatorkę, która pracowała w przyczepie campingowej. Robiła tatuaż mojemu bratu techniką handpoke. Przyglądając się temu procesowi, oboje strasznie się zajaraliśmy. Zanim wróciliśmy do domu, czekała już na nas paczka z niezbędnymi akcesoriami.

Tak zaczęła się moja historia.

Zaczynałam od handpoke, ale szybko przerzuciłam się na maszynkę – cierpliwość ma swoje granice. Dziś wiem, że nie wyobrażam sobie robić niczego innego. Jeśli nie tatuuję przez kilka dni, zaczyna mi się to śnić. Kiedyś przyjaciółka przyłapała mnie nawet na odbijaniu kalki przez sen.

To nie jest łatwa praca, ale czuję ogromną wdzięczność, że mogę ją wykonywać.

Jaki styl lubisz najbardziej?

Wyrosłam wśród tradycjonalistów i moje serce prawdopodobnie już zawsze zostanie przy oldschoolu. Gruba igła, soczyste linie. Wierzę, że nic nie starzeje się lepiej niż traditional.

Tatuaż, który nigdy się nie nudzi?

Skorpion. Zawsze udaje mi się zrobić inną, ciekawą wersję i za każdym razem cieszę się efektem końcowym.

Jakiego tatuażu byś nie wykonała?

Wierzę, że nie ma dobrego czy złego gustu – każdy jest po prostu inny. Moim zadaniem jest wykonać pracę na jak najwyższym poziomie technicznym.

Jednak symbole i znaki nienawiści są dla mnie granicą. Tego zawsze odmawiam.

Pamiętasz swój pierwszy tatuaż?

Zrobiłam go sama sobie, zachowawczo na stopie. To mały symbol. Ufam sobie z przeszłości, że miał dobre znaczenie.

Z którego tatuażu jesteś najbardziej dumna?

Ten, który ostatnio stał się dla mnie szczególnie ważny – „13” dla mojej mamy. To jej szczęśliwa liczba. Wiele osób w naszej rodzinie ją ma, ale kiedy mama – po wygranej walce z chorobą – poprosiła mnie o ten tatuaż, był to niezwykle poruszający moment. Geneza tej liczby dosłownie usiadła na moim fotelu.

Największy sukces?

Po półtora roku profesjonalnego tatuowania jedno z najlepszych studiów w Melbourne zaproponowało mi współpracę. Mogłam uczyć się od wybitnych tatuatorów, podróżować i rozwijać.

Dziś miarą mojego sukcesu są zadowoleni klienci i fakt, że mogę pracować spokojnie, świadomie i na własnych zasadach.

Co Cię inspiruje?

Ludzie. Gdy widzę, że ktoś robi coś imponującego, od razu dostaję przypływu energii.

Ulubiony kosmetyk Loveink?

Zdecydowanie masełko – szczególnie to o zapachu papai. Używam go codziennie w pracy. Prywatnie zakochałam się też w malinowym olejku do ciała.

Największe wyzwanie w branży?

Walka o artyzm. Tatuaż nie powinien być kopią. Jestem tu po to, żeby tworzyć coś oryginalnego, wyjątkowego i dopasowanego do człowieka.

Weronika, witamy na pokładzie. 🖤
Cieszymy się, że jesteś z nami.

Przed nami wspólne projekty, energia i dużo dobrego tuszu.